Niespodziewana ucieczka na krótką chwilę do czasów młodzieńczych

20-01-2010 – 16:47

Nadszedł więc weekend.  Sobotę postanowiłem zacząć od pobudzenia się kawą, a także puszczeniem trochę atmosferycznej muzyki pokroju Tiamat .Przede mną było jeszcze parę godzin przy taśmie w pracy i wypad do punktu sprzedaży.  Byłem prawie pewien, że niemal cała sobota okaże się niezwykle męcząca .  Rano było bardzo zimno. Co gorsza wiało, a to potęgowało uczucie chłodu. Wreszcie doszedłem do zakładu.  Wziąłem się za to co musiałem . Na hali produkcyjnej była dość wysoka temperatura. Zawsze zapachy dochodzące z Przetwórni sprawiały, że soki żołądkowe dawały o sobie niemiłościwie znać w momencie, gdy przechodziłem akurat nieopodal. Los tak chciał, że teraz jestem pracownikiem tego zakładu. No nic. W sobotę nie było już tak  fatalnie  jak w dzień wcześniejszy. W końcu moja zmiana dobiegać zaczęła końca.  Pojawiłem się po chwili w szatni w celu przebrania się i tym samym opuszczenia zakładu . Ledwo wyszedłem poza szlaban torujący wejście do zakładu zauważyłem zaparkowane przy drodze auto, zaś przed nim stojącego Dodgersa. No i właśnie tutaj zaczyna się sobotnia przygoda. Wsiadam do środka, a tam KSU i siatka z podejrzanie prezentującym się towarem….jak się później okazało była to flaszka metaxy i Jacka Dannielsa.  Wyruszyliśmy więc w drogę. Nie miałem ochoty się śmiać z głupot,  bo  czułem się już daleko zmęczony.   Nie minęła chwila nawet zaczęli po kolei rzucać kawałami . Zaznaczę może, że był to czarny humor.  Jakby nie patrzeć nie udzielił mi się nastrój, ponieważ  byłem padnięty po pracy .  Nie wspomnę oczywiście, że kiszki mi marsza grały. Po drodze zatrzymaliśmy się,  żeby  zatankować. No nie ma co….głodny nigdzie łazić nie będę. W kieszeni całe szczęście miałem jakieś oszczędności. Wyszedłem więc z auta podszedłem kupić sobie jakiegoś hamburgera. Całe szczęście starczyło mi drobnych. Po konsumpcji było już lepiej. Akurat, gdy wróciłem odjeżdżali. Większego humoru nabrałem na miejscu.  Tak sobie myślę, że musieliśmy bez kozery wyglądać śmiesznie . Żeby oni poważnie byli, ale gdzie tam. Zachowywali się jakby byli 15 lat młodsi. Idąc mieli pompę z niektórych ludzi. Przeglądając różne drzwi szklane mieli zachwyt z przeszkleń. Read More »

Zajmując się tworzeniem photobloga do późnej godziny

20-01-2010 – 15:06

Dosyć wyczerpująca praca mnie czekała w piątek, ale mimo wszystko poradziłem sobie bez problemu . Ogólnie po powrocie do domu miałem ochotę walnąć się jedynie na kanapę. I zresztą tak też uczyniłem. Śniły mi się jakieś pierdoły, z których w momencie pisania niewiele pamiętam. Na zdrowy sen przeznaczyłem myślę, że około godziny czasu . Jak ja lubię ten wszechogarniający mrok siedząc w pokoju po godzinach pracy.  Świeżo po przebudzeniu ująłem w swe ręce laptopa . Dosłownie ledwo pojawiłem się online zacząłem zakładać photobloga. Coś mnie opętało. Maciek ma, Stiepan  też . To  świetny  pomysł na zarejestrowanie swoich doświadczeń, wspomnień i w ogóle.  W pierwszej kolejności dodałem niektóre w miarę przyzwoite zdjęcia z przeszłości, by w kolejnej wziąć się za opisywanie tych zdjęć . Oczywiście zawarte były moje wspomnienia z lat, w których udzielałem się w lokalnym zespoliku…myślę, że będzie to połowa lat 90..no i doświadczenia, które ukształtowały moją dzisiejszą osobowość. Chciałem dopiąć wszystko na ostatni guzik. Blog miał wionąć jakimś w miarę przystępnym językiem  i  konkretnym klimatem. Photoblog mnie pochłonął praktycznie do takiego stopnia, iż siedziałem nad nim do godziny 23.00 . Read More »

Kuzyn Ziutki przyjeżdża do Polski – gościna

20-01-2010 – 13:46

Tego wieczoru zająłem się słuchaniem muzyki, a także czytaniem  książki .  Nie ma to jak lektura wybranego autora. Pasternak podobnie zresztą jak Sołżenicyn  albo  Dostojewski  pisze moim skromnym zdaniem tak, że grzechem byłoby nie zapoznać się z jakąkolwiek jego pozycją. Niewiele mi pozostało do przeczytania całej książki. Daruję sobie jednak streszczania  całej powieści . Przez bodajże godzinę cofnąłem się do początku lat 20 XX w. Powracając do rzeczywistości postanowiłem przez snem podładować swoje życiowe akumulatory słuchając Black Sabath. Krótko przed snem dowiedziałem się od Ziutki, iż jej kuzyn niebawem zawita u nas prosto z Czech .  Stiepan studiuje slawistykę w  Pradze i postanowił zawitać w Polsce na czas ferii zimowych. Po powrocie przystępuje do sesji zimowej. Następnego dnia po pracy Ziutka pokazała mi jego photoblog. Były tam różnorodne   zdjęcia wykonane na tle historycznych, monumentalnych albo  starych budynków , a także  ruin. Read More »

Ustalanie co i jak odnośnie sobotniego wypadu do hurtowni

20-01-2010 – 12:12

Odpocząwszy po pracy postanowiłem skontaktować się z Marcinem odnośnie spotkania w sobotę . Z początku  niełatwo  było w ogóle na niego trafić.  Po dłuższym czasie stał się dostępny na komunikatorze . Nie  miałem zamiaru  przechodzić od razu do konkretów, więc spytałem się co u niego. Warsztaty bębniarskie prosperują  niesłychanie  dobrze. Prowadzi te spotkania od wiosny ubiegłego roku i o ile na początku umiejętności uczniów pojawiających się na zajęciach były nikłe teraz bardzo dobrze sobie radzą. Pojawiły się  też  perełki, to jest osoby, które posiadają całkiem  imponujące  umiejętności.  Wytypowane przez Marcina młode talenty wpadły na pomysł założenia zespołu rockowego . Chłopaki zajęli się szlifowaniem coverów Kata, Metallicy  , a także  Pink Floyda. Tak poza warsztatami Marcin studiuje komunikację społeczną w Poznaniu i pracuje w Mc Donald’s.  No nieźle. Jako, że kolega jest typem tak zwanego homo comunicativus- człowieka społecznego lubi spotykać się ze znajomymi i przebywać w gronie wielu ludzi.  Read More »

Krótka rozmowa w czasie przerwy – następny dzień pracy

19-01-2010 – 17:55

Wieczór poniedziałkowy przypominał wcześniejsze popołudnie . W ramach relaksu wziąłem prysznic, a następnie przeczytałem parę rozdziałów Doktora Żywago. Rano wstałem tradycyjnie,  żeby  bez pośpiechu uszykować się do pracy.  Ziutka cały czas jeszcze spała . Uszykowałem sobie kanapki do pracy po czym udałem się w drogę.  Zaraz po pojawieniu się w Pomonie zająłem stanowisko przy taśmie . Dziś praca szła mi lżej niż wczoraj. Podczas przerwy zrobiłem sobie kawę po czym wdawałem się w krótką rozmowę ze Staśkiem. Rodzina wróciła wczoraj wieczorem.  Po powrocie do domu zdziwili się tym co zobaczyli . Ucieszyli się z tej niespodzianki. Jego żona Bożena była  usatysfakcjonowana  z faktu, że ich mieszkanie wygląda teraz dużo lepiej, nowocześniej i czyściej. Stachu pochwalił się, że ostatnim razem widział ją tak zachwyconą, gdy postawił na drzwi szklane. Nie dziwie się jej. Ile gospodyń domowych wstydzi się kogokolwiek do domu zaprosić, ponieważ  wygląda  tragicznie . Bożena nie musi martwić się tym problemem . Read More »

Odpoczynek po pierwszym dniu pracy

19-01-2010 – 16:01

W cieplutkim domu czułem się najlepiej . Po obiedzie, którego skonsumowałem z dokładką położyłem się na kanapie na  moment .  Od  kilkugodzinnego stania  przy taśmie ból kręgosłupa to normalna sprawa . Cisza panująca w domu, a także  panujący wokół mnie półmrok sprawił, że usnąłem. Nie było o to specjalnie  trudno . Całe szczęście nie przespałem całego dnia.  Zbudziłem się ponownie pół godziny później .  Tego mi było potrzeba .  Nabrałem  nieco  sił witalnych, więc mogłem korzystać jeszcze z tego dnia. Zasiadłem więc do laptopa. Zauważyłem wiadomości od Tomka i Marcina.   Są niezwykle ciekawi moich planów związanych ze spędzeniem karnawału . Szczerze mówiąc nie mam żadnych planów w tym  temacie . Nie mam zresztą czasu, a gdy już go mam wolałbym nieco inaczej go wykorzystać.  Nie jestem może typem domatora i lubię poimprezować  jeżeli nadarzy się ku temu okazja, lecz pracując po prostu nie mam siły i ochoty spędzać czasu wolnego poza domem . Postanowiłem ich o tym poinformować. Oboje będąc aktywnymi na nk odpisywali dosyć szybko. Oni na serio myślą o reaktywacji naszego teamu…niestety czas płynie szybko, żyć trzeba dalej. Od czasu do czasu pojawię się na jakimś piwku bądź luźnym spotkaniu w pamiętnym gronie z gitarą w ręku, lecz bez przesady. Read More »

Pierwszy dzień w pracy

19-01-2010 – 14:16

Następnego dnia czekał mnie już normalny dzień pracy . Rano dojadłem jeszcze trochę  jabłecznika pozostałego po wczorajszym dniu. Do pracy udałem się na pierwszą zmianę, mniej więcej około godziny 8.00. Na miejscu zajmowałem się zdejmowaniu słoików z taśmy. Kiedyś praca w takiej Pomonie wiązała się  także  z korzyściami pokroju przejadania produktów pokroju flaczków  bądź  gołąbków.  Dziś tego typu praktyki są surowo zabronione . W przerwie pomiędzy pracą wdałem się w rozmowę ze Stanisławem. Był  zadowolony z zakupionych mebli i efektu jaki uzyskał we wnętrzu swojego mieszkania. Read More »

Drobne prace w domu i zasłużony odpoczynek

14-01-2010 – 13:23

Pojawiając się w domu byłem delikatnie mówiąc zmęczony . Całe szczęście przyjechałem w sam raz na obiad. Byłem dalece zaskoczony . Zanim wyjechałem pomóc Stanisławowi wynieść stare meble z mieszkania Ziutka chyba jeszcze spała. Szybko doprowadziła dom do przykładnego porządku, że o przygotowaniu posiłku nawet nie wspomnę. Jak już napisałem miło mnie to zaskoczyło. Byłem zmęczony , a także  głodny, a jak wszystkim dobrze wiadomo „ jak polak głodny to zły”.  Podczas kolacji dało się słyszeć utwory z płyty z muzyką Jima Morrisona.  Konsumując  klopsa słyszeć się dało „ Riders on The Storm”.  Moim skromnym zdaniem muzyka The Doors  dobra jest na jesienne, deszczowe dni. No nic.  Nie mogłem sobie pozwolić na to, by ponownie się rozleniwiać .  Na zewnątrz nasypało trochę śniegu, zaś dnia jutrzejszego po pracy mogę być zbyt zmęczony,  by  rąbać drzewo, więc  zdecydowałem  zająć się tym już dzisiaj. Wziąłem więc szypę i zacząłem odgarniać śnieg z podjazdu  , a także  chodnika. Dobrze byłoby posypać piaskiem, gdyż  robi się powoli  znacznie  ślisko. Read More »

Pomoc przy przemeblowaniu mieszkania znajomego z pracy

14-01-2010 – 12:15

Początek ostatniego dnia wolnego spędziłem siedząc przed telewizorem . Emitowany był jakiś  nadzwyczajnie  ciekawy serial, którego sztuczność grania rozśmieszyła mnie wprost do łez.  Około południa dostałem telefon od znajomego , który zamierza  przeprowadzić  przemeblowanie a nie ma nikogo do pomocy.  Z uwagi na fakt, że synowie Stanisława spędzali sylwestra w górach, a jego brat pracuję teraz jeżdżąc tirem po autostradach austriackich, a także niemieckich nie ma nikogo do pomocy . Około południa próbowałem odpalić malucha. Z początku miałem takie z  tym problemy, że zastanawiałem się czy nie zrezygnować z jazdy maluchem i udanie się na  troszkę dłuższy  spacer.  Udało mi się jednak zapalić malucha po wielu trudach i znojach . Dzięki temu moja podróż do Bielska trwała kilka minut, a nie pół godziny. Na miejscu zastałem totalny nieład jaki występuje  zwykle  przy przemeblowaniach. Przechodząc do salonu rozglądałem się uważnie po powierzchni pokoju. Stasiu przyniósł kawy. Chwilę podyskutowaliśmy na temat jutrzejszej roboty. On  też  idzie na tę samą zmianę co ja. Wynoszenie mebli może być  konkretną  zaprawą przed jutrzejszą pracą przy taśmie.  W pewnej chwili zauważyłem, że wejście do pokoju stanowiły drzwi szklane. Najwidoczniej zauważył, że na nie patrzę,  ponieważ  zaczął się nimi chwalić. Kupił je za oszczędności w  zeszłym  roku. Wprowadzają nieco promieni słonecznych do ciemniejszego korytarza , elegancko  wyglądają , a poza tym są w pełni bezpieczne. Read More »

Powrót do szarej codzienności

13-01-2010 – 18:07

Sam zaś postanowiłem wrócić do czytania odłożonej lektury „ Doktora Żywago” . Widziałem co prawda wersję zekranizowaną , lecz będąc świadomym  zwykle  istniejącej różnicy pomiędzy książką a filmem postanowiłem tę książkę przeczytać.  Muszę  przyznać, że przyjemnie mi się ją czyta.  Ostatni raz surfowałem po necie chyba jakoś w święta . Byłem zbyt zajęty. Postanowiłem więc posiedzieć  nieco  przy laptopie. Po pojawieniu się na nk zwróciłem uwagę na zaproszenia. Wysłali mi je Tomek, Marcin oraz Maciej. Oczywiście zaakceptowałem . Na profilu jednego z nich widniały zdjęcia z przeszłości.  Patrząc na jedno zdjęcie za nic w świecie mogłem sobie skojarzyć  kiedy było ono zrobione . Widać na nim Marcina w czerwonych pasiastych spodniach z kapeluszem a’la  Michael Jackson trzymającego plecak kostkę przed dzisiejszą żabką.  Read More »